|
Jak to się zaczeło ?
Nasza córka chodziła i prosiła o jakieś zwierzątko. Kupiliśmy jej chomika. Tak, żeby sprawdzić czy będzie się nim zajmować. Okazało się, że jest bardzo odpowiedzialna i dba o swojego zwierzaczka. Dobrze czyli z większym też sobie poradzi. Zaczeliśmy się zastanawiać najpierw kot czy pies ? Rozważaliśmy wszystkie za i przeciw. Kot w domu czyli różne sprawdzone i nie opowiastki znajomych, że drapie i pogryzie nas w nocy. Pies szczeka, trzeba wyprowadzać, brzydko pachnie jak wraca mokry ze spaceru, itd itp. W końcu podjeliśmy decyzję, że będzie to kot, bo przy naszym trybie życia będzie łatwiej się nim zająć.
Etap drugi czyli jaki kot?
W ogóle nie miałam pojęcia o rasach i rodzajach cech kocich. Długo przeglądałam ogólne opisy, później zaczełam przeglądać grupy dyskusyjne. Wpisałam do wyszukiwarki kot dla dziecka. I tak znalazłam trzy rasy "dla dzieci". Na pierwszym i drugim miejscu były kolejno sjamski, pers. Na trzecim Maine Coon. Tego ostatniego w ogóle nigdy nie widziałam. Wpisałam więc wyszukiwarce grafika. Tak po raz pierwszy zaobaczyłam MCO n 23, jak się potem okazało. Czyli czarnego klasycznie pręgowanego. No i się zakochałam. Przestudiowałam dokładnie opis rasy od wyglądu po charakter. Dowiedziałam się, że ta rasa to właściwie taki "kotopies". Czyli kot z wieloma cechami psa. Ta informacja zakończyła ostatecznie nasze dyskusje na temat kot czy pies.
Kolejny etap to poszukiwania hodowli.
Dzwoniłam do czterech i z różnych przyczyn nie znalazłam tam kotka. Piąta hodowla to była Hodowla pani Basi KOTY Z NARNII .PL Tam znalazłam mojego wymarzonego kotka. Pojechaliśmy następnego dnia zobaczyć kotka na żywo. Oczywiście wróciliśmy z nim już do domu. To był zakup na wariackich papierach. W domu nie miałam nic przygotowane dla kotka. Byłam tak pochłonięta wyborem i szukaniem, że zupełnie nie przygotowałam się poza wiedzą teoretyczną na przyjęcie nowego domownika. Przecież jedziemy tylko zobaczyć, nie kupić! Jak mówił Mąż trzeba najpierw pojechać na wystawę i zobaczyć wiele ras, żeby wybrać tą jedną.W sobotę z rana pożyczyłam transporter od sąsiadki, tak na wszelki wypadek. Oczywiście jak zobaczyłam Aslana (w rodowodzie Borys Koty z Narnii.pl) to już był koniec. Wracaliśmy do domu z nowym pasażerem. Napoczątku troszkę miałczącym, później śpiącym. W drodze powrotnej zakupiliśmy dopiero kuwetkę i żwirek taki jak miał w hodowli, smycz i drapak. Resztę dostaliśmy z wyprawką, więc na te pierwsze dni mieliśmy wszystko. Dalej postępowaliśmy tak jak nam radziła pani Basia. Potem było jeszcze kilka telefonów do pani Basi. Zawsze otrzymaliśmy wyczerpującą pomoc i wsparcie. Za co jesteśmy bardzo wdzięczni i jeszcze raz dziękujemy.
|
Komentarze są moderowane - pojawią się po zaaprobowaniu przez administratora strony.